8 stycznia – 12 stycznia 2018

Akademia Zdrowienia

czyli

Milion Pocałunków

Gdzie: Siódmy las k/Kazimierza Dolnego

Cena: 1500 zł (warsztat) plus 800 zł (pobyt z wyżywieniem)

 

MILION POCAŁUNKÓW

Czyli

AKADEMIA ZDROWIENIA

Warsztat terapeutyczny, prozdrowotny

Terapia duchowa i rozwój świadomości to komplementarne wsparcie dla leczenia konwencjonalnego. Nie jestem placówką medyczną i to, co proponuję nie może zastąpić fachowej opieki lekarskiej. Natomiast chętnie dzielę się swoją wiedzą na temat przyczyn powstawania chorób na poziomach subtelnych i tym, w jaki sposób można uruchomić mechanizmy autoregeneracji.

Charakter warsztatu: Mocno terapeutyczny, wymagający.

Intencje pracy:  Końskie zdrowie. Witalność.

Cel: Szukamy przyczyn choroby na wszystkich poziomach. Jakie masz schematy, które niszczą Twoje zdrowie? Paralelnie odpalamy witalizującą transformację na poziomach: mentalnym, emocjonalnym, kwantowym, duchowym.

Narzędzia:   Wszystkie, jakie znam: narzędzia psychoterapii Gestalt, transformacja kwantowa, Technologia Wielowymiarowa.

Ilość osób na warsztacie: max. 15 osób

DLA KOGO JEST TEN WARSZTAT:

– dla osób, które mają rozchwiane zdrowie i rozumieją, że sami (schematami myślenia, życiorysem, działaniem, wyborami, postawą życiową) dokładają się do tego stanu.

CO SIĘ WYDARZY NA WARSZTACIE:

– będziemy przeczesywać WSZYSTKIE poziomy: emocjonalny, werbalny, duchowy, energetyczny w poszukiwaniu schematów torpedujących Twoje zdrowie

– będziemy otwarci, odważni, bezkompromisowi. Interesuje nas PRAWDA.

– wejdziemy w Wyższe Światy. Pomyszkujemy po mrocznym Podziemiu w poszukiwaniu chorobotwórczej ciemności. Ale i posurfujemy w Kosmos, gdzie będziemy się starać dostać do Klinik Światła i w Komory Światła – zaawansowane punkty regeneracji kosmicznej. (dziwnie brzmi, ale sam zobaczysz jakie to niesamowite!)

CO CI DA TEN WARSZTAT:

– nie wiem. W tak podbramkowym temacie jak zdrowie, nikt nie może dać żadnej gwarancji. Nawet lekarz akademicki nie może Ci obiecać, że wyzdrowiejesz. Ujdziesz tak daleko, jak bardzo się otworzysz, jak dzielnie będziesz maszerował i …dokąd zechce Cię wziąć Twoja dusza. Jedno wiem: jest wiele do zrobienia na poziomie duchowym i energetycznym dla zdrowia i warto to zrobić jako uzupełnienie leczenia konwencjonalnego.

To teraz nieco więcej o chorobach i zdrowieniu z punktu widzenia terapeuty wielowymiarowego:

Choroba nie jest inwazją z zewnątrz. To nie podstępna bestia, która czyha za rogiem, a potem nagle, z zaskoczenia wskakuje nam na plecy i zaczyna kąsać jak nie przymierzając demon na Dzikich Polach w „Panu Wołodyjowskim”.

Nie, choroba to nie inwazja z zewnątrz. To bestia wyhodowana w zaciszu naszego wnętrza. Chociaż słowo „zacisze” nie jest tu chyba najlepszym wyborem, bo środowisko w którym rozwija się choroba przypomina raczej piekło… Ciche w tym jest tylko to, że jesteśmy głusi na wszelkie sygnały S.O.S. płynące z wnętrza.

Ciało to radar duszy. Tak mówi św. Hildegarda i ja Jej wierzę. To zakłócenia na bardzo subtelnych poziomach po jakimś czasie wichrzą nasze fizyczne komórki.

Przypominam, że jesteśmy zbudowani trochę jak weselny tort: jest w nas wiele poziomów. Warstwa na warstwie. Ciało fizyczne to tylko jedna z nich, ta najbardziej dostępna i widoczna.

Anatomia choroby z punktu terapeuty wielowymiarowego jest prosta. Żeby ciało było w dobrej formie, musi być regularnie zasilane Viriditas, promienistą Energią Życia, którą emituje Źródło Stworzenia. To dusza reglamentuje dopływ Viriditas do „swojego” ciała. A więc subtelny poziom utrzymuje „dolny poziom” w równowadze. Jeśli na poziomie duszy powstaje blokada, ciało słabnie. Dusza nie robi tego za karę. Ta chorobotwórcza blokada jest utkana z cierpienia duszy. Coś, co robimy, coś, w czym tkwimy, albo, coś, czego NIE ROBIMY, bardzo ją frustruje.

No dobrze. To mamy wytrąconą z równowagi duszę i przykre konsekwencje cierpienia duszy, czyli chorobę na poziomie ciała fizycznego. Co z tym możemy zrobić?

Po pierwsze popatrzeć na chorobę wielowarstwowo, czyli jak to się mówi: holistycznie.

Skoro to nasze „górne” poziomy decydują o kondycji tych „niższych” poziomów, to zabierzmy się logicznie do roboty i przeczeszmy te górne poziomy w poszukiwaniu zaburzeń.

Zaburzenia na poziomie duchowym są doskonale widoczne. Zawsze manifestują się jako ciemna tkanka. Można je odszukać i rozbroić. Ciało fizyczne reaguje bardzo szybko na te „operacje kwantowe”, ale jest pewien szkopuł.

Z mojego doświadczenia jasno wynika, że jeśli NIE ROZUMIEMY, w jaki sposób zasmucamy duszę, to znowu zbudujemy w swoim wnętrzu śmiercionośną strefę ciemności. Naoglądałam się już wiele takich przypadków, kiedy po interwencji na poziomie energetycznym następowały rewelacyjne zmiany na poziomie ciała, ale po jakimś czasie znów powracała choroba.

Bez zmiany na poziomie świadomości, niezbyt daleko ujedziemy w zdrowiu.

To jaki jest plan?

Plan jest taki, że zabieramy się za WSZYSTKIE swoje poziomy.

Odkrywamy, jaka trauma tyka w nas jak bomba zegarowa na poziomie emocjonalnym.

Jako ludzie jesteśmy fanami swoich traum. Bolesną lekcję, jaką zaliczyliśmy w dzieciństwie, mimo, że był okropna i straszna, będziemy ćwiczyć, powtarzać i zaliczać tak długo, aż ją rozwiążemy. Będziemy otaczać się ludźmi identycznie raniącymi nas tak długo, aż do naszej świadomości dojdzie w końcu, że mamy tej lekcji „dość”.

Konfrontacja z wsuniętymi pod dywan traumami z dzieciństwa, lub schematami systemu rodziny jest bardzo przykrym kawałkiem roboty, ale nieuniknionym. Jak przecięcie wrzodu.

To tyle z grubsza o kulisach regeneracji wielowymiarowej.

Jeszcze kilka słów o największym fenomenie Wielowymiarów. Możliwości zaczerpnięcia haustów promienistej Viriditas.

Jeszcze raz: Hildegarda jasno wskazuje, że większość chorób to efekt zaburzeń w duszy, która jest naszym centrum dowodzenia. Zmartwiona dusza wydziela mgłę, która ogranicza dopływ życiodajnej energii Viriditas. W jakiejś cześci naszego osobistego duchowego imperium gaśnie Światło. Nasze ciało, jako czuły radar wychwytuje to i po jakimś czasie reaguje. Zaciemnione miejsca w łańcuchach DNA tracą witalność, zaczynają słabnąć.

Co teraz zrobić?

Oczywiście, rozbroić blokadę i dopuścić Światło.

W jaki sposób?

Oczywiście oblewając ją miłością.

W wewnętrznej pracy na głębi można odnaleźć program choroby, który pokaże się jako jeden z hildeagrdiańskich symboli traum duchowych (szara mgła, smoła, czarna woda, ciemny kamień) i dosłownie nałożyć na to miejsce plaster z miłości i czułości. To właśnie symboliczne milion pocałunków, które możemy zaoferować sami sobie, płynące z otwartego serca, dla nas samych, są w stanie zneutralizować konkretną duchową ciemność.

Chętnie czytam, co na ten temat mają do powiedzenia inne holistyczne systemy na świecie i ciekawie mówi o tym hawajska huna, określając przyczynę powstawania nowotworów mianem „powracających wspomnień”. Hawajczycy proponują odtrucie metodą ho’oponopono, czyli okazaniem sobie wybaczenia i miłości powtarzając mantrę „przepraszam, wybacz, dziękuję, kocham cię”. U Hildegardy miłość jest siłą porządkującą wszechświat. Wszędzie to samo przesłanie.

Na poziomie bio-fizycznym chodzi o doświetlenie życiodajną energią Viriditas naszych łańcuchów DNA i regenerację zaciemnionych miejsc. Dopływ Viriditas do naszych komórek reguluje dusza, która jako niebiański, czy kosmiczny element nas samych może zaczerpnąć promienistą Viriditas z wyższych wymiarów. Naukowcy z zespołu Fritz-Alberta Poppa z Instytutu Biofizyki w Niemczech wyselekcjonowali kwanty wysokiej energii (biofotony) i w laboratorium potwierdzili wiedzę Hildegardy.

Jak zapolować na kosmiczną Viriditas i nakłonić ją do promienistej radioterapii?

Na warsztacie wejdziemy w Wielowymiary i zejdziemy do Podziemia.

To najmroczniejszy z naszych wymiarów. To nasze prywatne, osobiste piekło.  Opisywane przez podróżujących jako bardzo nieprzyjemna piwnica. Mroczna, zapyziała i wiejąca chłodem. Czasami podziemie to krater wulkanu, który buzuje czarną lawą. Wrze parzącą smołą, spowity oparami  żrącej, czarnej mgły.

Teraz dobra wiadomość.

To niezwykle cenny i pożyteczny wymiar, bo te piekielne ciemności i ciężkie energie  to zapis wszystkich najtrudniejszych  chwil naszego życia. To składowisko naszych traum, poranień, to magazyn lęków i strachów, a jednocześnie kosmodrom do transformacji. Dusza schodzi na fizyczną planetę Ziemia, gdzie bywa chłodno, głodno i trudno, właśnie po to, żeby zaznać trudnych lekcji. Jakby chciała mieć łatwo, to by siedziała w Niebie. Te traumy, które na poziomie energetycznym są sczerniałą tkanką, to ten cymes, po jaki wszyscy wybraliśmy się na Ziemię. Dlaczego? Dlatego, że ciemność jest potencjałem do sprowadzenia Światła, a karierą dla każdej duszy jest zwiększanie potencjału Światła w swojej esencji. Każda dusza łaknie Światła. W celu dotankowania Światła decyduje się na dość turbulentną jazdę na Ziemi zwaną życiem. Dlatego warto spotkać się ze swoją ciemnością. Dusza na to czeka. Warto pójść na terapię, zmierzyć się ze swoimi bestiami w środku i dać duszy to, na co czeka.

Doświetlamy traumy nie tylko u duchowych terapeutów. KAŻDA terapia ma sens. Nawet już rozmowa o tym, co nas boli z zaufaną osobą ma sens. To co nie ma w ogóle sensu, to zawekowanie swoich traum i wyparcie się swoich bolesnych doświadczeń.

Tak więc dzielnie idziemy na spotkanie ze swoją ciemnością, z tym co nas boli i jeśli tylko zdołamy w obliczu ciemności obudzić w sobie miłość i akceptację, wydarza się CUD TRANSFORMACJI.

Ciemność oblana naszą miłością metamorfuje w Światło. Najpierw rzednie, jaśnieje, a potem zamienia się w jasność. Czyli jeszcze raz:

WIELKA kupa ciemności to jednocześnie, potencjalnie WIELKA kupa Światła.

Ciemność  + miłość = transformacja i nagły dopływ Viriditas.

I rzeczywiście!

Kiedy tylko nasza miłość zaczyna transformować ciemność i rozjaśnia ją,  wysokie wibracje, jakie generujemy pracując na otwartym sercu przywołują oślepiający snop Boskiego Światła.

Jesteśmy świadkami boskiego rezonansu. Miłość przywołuje Miłość.

Na podróżnika, który z otwartym sercem stanie do wszelkich strachów Podziemia czeka nagroda: otwiera się przed nim kosmiczne spa, czyli napromieniowanie Boską Viriditas, którą widzisz, czujesz i wibrujesz nią. Twoje ciało fizyczne zalicza rozświetlenie od środka i masaż najcenniejszą substancją we Wszechświecie.

Twoje komórki wypełnia doskonałe odprężenie, rozlewa się po Tobie obezwładniające ciepło. Doświetla Cię poczucie doskonałego bezpieczeństwa. Dosłownie w każdej komórce ciała wibruje i delikatnie masuje Cię od środka wrażenie absolutnego szczęścia.

Viriditas to życie.

Viriditas ma kosmiczne pochodzenie i pozaziemską moc. Spotkanie twarzą w twarz z tą promienistą energią to najpotężniejsze narzędzie transformacji na Ziemi. Uzdrawia, regeneruje, doświetla i samym pojawieniem się otwiera bramy Sezamu.

Wszyscy mamy do tej energii prawo i dostęp, jeśli tylko zrobimy wysiłek generowania miłości w obliczu tego, co jest w nas bólem.

Światło Viriditas uwalnia nas z okowów ciemności, dosłownie oczyszcza ze złych wspomnień i ciężarów duchowych. To odbarczenie zmienia chemię w organizmie. Przypomnijmy, że to dusza i jej stan determinują nasze zdrowie. Oczyszczenie Światłem to odnowa totalna.

Termin: 8 stycznia do 12 stycznia 2018, zaczynamy obiadem o 14, kończymy po śniadaniu w dniu wyjazdu podsumowaniem warsztatu.

Gdzie: Ta edycja pracuje w ośrodku „Siódmy las” koło Kazimierza Dolnego. Info o ośrodku:  www.siodmylas.pl

Rezerwacje: mailem siodmylas@wp.pl

Lub telefonicznie: tel. +48 517 930 320

Koszt: warsztat kosztuje 1500 zł netto plus pobyt z wyżywieniem wegetariańskim 800 zł. W Siódmym lesie jest opcja wyżywienia z detoxem owocowo-warzywnym

Podsumowując w ofercie:

– codzienne warsztaty

– 4 noclegi

– wyżywienie wegetariańskie, lub detox owocowo-warzywny

– woda i herbaty ziołowe do woli

– codzienne spacery z przewodnikiem po Kazimierskim Parku Krajobrazowym

Uwaga! W tym terminie będzie możliwość dokupienia na miejscu zajęć z Pilatesu medycznego u znakomitej trenerki, pani Iwony Szczygielskiej Borzym, oraz zabiegów aloesowych na twarz. I Pilates i zabiegi aloesowe to opcje dodatkowo płatne.

Do tematu zdrowia warto podpiąć wyżywienie z detoxem owocowo-warzywnym.

I kilka słów o detoksie: 

Detoks to bardzo wartościowy wielowymiarowy inspirator. Inaczej nazywany postem. To jedno z najpotężniejszych naturalnych narzędzi do zmiany, odzyskania wewnętrznej mocy i uruchomienia potencjału.

Są różne odmiany postów. Od kilkutygodniowej głodówki z piciem wody destylowanej do wyważonych diet oczyszczających oscylujących wokół 1000 kalorii dziennie. Generalnie słowo „poost” oznacza dobrowolną decyzję zmniejszenia racji żywieniowych przez jakiś czas. Potrzebujemy do życia około 1500 kalorii dziennie. Nawet pozostając w łóżku i śpiąc zużywamy energię na podtrzymanie temperatury 36,6, oddychanie, śnienie, pracę  serca, jelit itd. A co dopiero za dnia, kiedy działamy, chodzimy, emocjonujemy się, myślimy i uprawiamy sporty.

Paliwo do tych wszystkich akcji pozyskujemy głównie z jedzenia. To konkretna energia, którą regularnie tankujemy. Zmniejszenie  ilości przyjmowanego pożywienia na talerzu poniżej 1500 kalorii dziennie skutkuje tym, że nasz organizm przestraja się z żywienia zewnętrznego na wewnętrzne. Żeby mieć nadal parę na utrzymanie temperatury i pracę wszystkich organów, zaczyna czerpać paliwo z naszych komórek. Jesteśmy tak zaprogramowani, że oszczędzane są wtedy  ważne organy (przez pewien czas), a spalaniu ulegają toksyny, złogi i tłuszcz, wszystko to, co zbędne.

Jest to więc bardzo dokładne „sprzątanie” na poziomie komórkowym.

Proces detoksu może być za pierwszym razem dość mało komfortowy przez kilka dni. Zupełnie jak początek choroby wirusowej, kiedy duża ilość toksyn we krwi sprawia, że boli nas głowa i czujemy się rozbici.

Po kilku dniach dyskomfort mija, śmieci wyrzucone,  wszystko wyglancowane, mieszkanie zaczyna świecić. Dosłownie. Skóra wygładza się i promienieje. Obrzęki mijają. Efektem ubocznym jest utrata wagi i smuklejsza linia. Wzrasta witalność, spada poziom cholesterolu i cukru we krwi.

Na poziomie mentalnym myśli się klarują, jesteśmy bardziej kreatywni i efektywni.

Na poziomie duchowym rośnie nasza krzepa. Nie inwestując energii w trawienie możemy ją przeznaczyć na wznioślejsze zadania. Nasze myśli szybują w górę. Potrafimy zmierzyć się z ciągotami i wygrywamy. Na fali mocy śmiało sięgamy po dobro.

Post w holizmie chrześcijańskim zmazywał obciążenia duszy, uwalniał ją z ciemności.

W każdej kulturze, w każdej religii, post był cyklicznym wydarzeniem na poziomie narodu. Dla zdrowia i dobrego samopoczucia.